niedziela, 9 grudnia 2018

Boston Celtics - New York Knicks 128:100


Poprzedni mecz Celtics i Knicks był bardzo emocjonujący. Od tamtego meczu gospodarze zaliczyli serię 5-1. W tym czasie nowojorczycy mieli bilans 3-4. Dodatkowo kontuzjowany jest bohater tamtego spotkania – Trey Burke (kolejne badania w weekend, także trzeba trzymać kciuki). Inne zmiany? W pierwszej piątce Celtics wyszedł Marcus Smart mający za zadanie uprzykrzać życie Hardaway’owi. Natomiast pierwsza piątka Knicks znowu bez zmian – Mudiay, Hardaway Jr, Hezonja, Vonleh, Kanter.
Początek meczu przebiegał pod dyktando gospodarzy. Celtics wychodziło wszystko w ataku, a zawodnikiem nie do powstrzymania był Irving. W tym czasie Knicks popełnili sporo błędów w ataku (po 3 minutach gry mieli już 3 straty). Celtics uzyskali niewielką przewagę. Dla gości trafiał tylko Kanter. Dopiero w późniejszym fragmencie kwarty zaczęli punktować pozostali zawodnicy. Jednak Knicks nadal mieli problemy z powstrzymywaniem rywali w obronie. Ozdobą końcówki był alley oop Mudiaya do Robinsona. Po pierwszej kwarcie Knicks przegrywali 30:38.
Goście zdecydowanie lepiej zaczęli drugą część meczu. Byli skuteczniejsi, szczególnie w rzutach z dystansu (za 3 trafili Knox i Lee). Gdy przewaga zmalała, na parkiecie pojawił się Rozier i od razu trafił dwie trójki. A potem coś się zacięło w ataku Knicks. Brakowało ruchu piłki, a przez to były problemy z wypracowaniem sobie otwartych pozycji. Tylko dzięki gościnnej skuteczności Celtics nowojorczycy zawdzięczali jednocyfrową stratę do rywali. Po powrocie wyjściowych piątek, gospodarze raz za razem obnażali braki graczy Knicks w obronie – przede wszystkim błędy przy zmianie krycia. Do przerwy Knicks przegrywali 58:69. Prawie 70 punktów straconych po dwóch kwartach. To najlepiej pokazuje, jak słabo wyglądała obrona gości. Ciekawostka z pierwszej połowy – Celtics trafili 27 rzutów z gry, z czego 20 było asystowanych. Drodzy zawodnicy Knicks – uczcie się gry zespołowej!
Trzecia kwarta to kontynuacja chaosu nowojorczyków w ataku. W dłuższym okresie przewaga Celtics nie rosła tylko dzięki zrywowi Knicks – w kolejnych akcjach z dystansu trafili Mudiay i Hardaway Jr. Po następnych wykorzystanych posiadaniach gospodarze powiększyli przewagę do kilkunastu punktów. A zaraz znowu Mudiay i Hardaway Jr trafili z dystansu. Dobra skuteczność za 3 była jedynym elementem, który trzymał Knicks w grze. W końcówce do głosu doszli liderzy Celtics, Irving i Hayward, którzy zapewnili bezpieczne prowadzenie. Na koniec trzeciej kwarty Knicks przegrywali 84:99.
Początek ostatniej części meczu był wyrównany. Dzięki trafionym rzutom z dystansu Hardawaya Jr i Knoxa, gościom nawet udało się nieznacznie zredukować stratę. Druga połowa tej kwarty to była jednak całkowita zapaść nowojorczyków w ataku. W tym czasie Celtics zaliczyli serię 21:5 i bez problemu dowieźli zwycięstwo. Knicks ostatecznie przegrali 100:128. W meczu, w którym nawet przez sekundę nie byli na prowadzeniu. Bardzo słabe zawody w wykonaniu nowojorczyków. Panie trenerze, tutaj trzeba reagować.

Oceny indywidualne:
Enes Kanter (14 pkt, 11 zb, 1 as, 1 bl) – niezły mecz w ataku. Solidna skuteczność i aż 5 zbiórek ofensywnych. Ale z tego meczu najbardziej zapamiętałem kontrę, której zamiast podać do niekrytego Hardawaya Jr, wolał wbić się pod kosz, co skończyło się faulem na Irvingu. Celtics bezwzględnie wykorzystywali jego obecność w obronie.
Noah Vonleh (12 pkt, 10 zb, 3 as, 2 prz) – kolejny solidny mecz. Nie dość, że musiał walczyć pod koszem z Horfordem i Morrisem, to jeszcze momentami był delegowany do krycia graczy obwodowych. W ataku solidny jak zwykle.
Mario Hezonja (3 pkt, 3 zb, 2 as) – pomidor.
Tim Hardaway Jr (22 pkt, 1 zb, 2 as, 1 prz) – to nie był dobry występ. Trzeba mu oddać, że mimo słabej skuteczności w ataku, to jednak trafiał w ważnych momentach, długo podtrzymując przewagę rywali na poziomie pozwalającym mieć nadzieję na jej odrobienie. No i znowu oberwał w głowę.
Emmanuel Mudiay (17 pkt, 6 as, 2 zb, 1 bl) – rozjechany przez Irvinga. Niestety było widać różnicę klas. Playmaker Celtics kreował sytuacje kolegom, natomiast Mudiay głównie sobie. Rzucił swoje punkty, ale na słabej skuteczności.
Kevin Knox (11 pkt, 4 zb, 2 as) – młody nie boi się oddawać rzutów. I dobrze, bo chociaż na ten moment jego skuteczność jest kiepska, to akurat w tym sezonie wszyscy mu to wybaczą. Oby to przyniosło korzyści w przyszłości. Ale nad obroną tu musi ostro ćwiczyć, bo to był kolejny mecz, w którym zostawiał zbyt dużo miejsca rywalom.
Mitchell Robinson (7 pkt, 8 zb, 1 as, 2 bl) – w tym meczu podejmował lepsze decyzje w zakresie, kiedy próbować pomóc i zablokować rywala, a kiedy odpuścić i zastawić tablicę. Gracze Celtics wchodząc w półdystans musieli na niego uważać.
Allonzo Trier (6 pkt, 2 zb, 2 as) – kolejny słaby mecz debiutanta. W obronie tylko pozorował krycie rywali. Przy dobrze ustawionej obronie Celtics, nie potrafił znaleźć miejsca na swoje wjazdy pod kosz. W takiej sytuacji, jako rezerwowy rozgrywający powinien szukać partnerów. Ale tego nie robił. I dlatego brnięcie w to ustawienie nie ma sensu w dłuższej perspektywie.
Courtney Lee (3 pkt, 2 zb, 2 as) – dostał kolejne minuty na rozegranie się po dłuższej przerwie. Nie grał źle, dlatego trochę szkoda, że nie dostał ich więcej w ostatniej kwarcie.
Damyean Dotson (5 pkt, 3 zb, 1 prz) – miesiąc miodowy się skończył. Fatalna skuteczność, spudłowane wszystkie rzuty z dystansu. I jeszcze Brown, który regularnie trafiał, nic nie robiąc sobie z krycia Damyeana.
Luke Kornet (1 zb, 1 bl) – jest progres. Zaistniał statystycznie. Nawet oddał jeden rzut.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza