piątek, 13 listopada 2020

Jak to z Panem jest, Panie Chris Paul?

 

Chris Paul został wystawiony na listę transferową przez Thunder. Zespół z Oklahomy zdecydował się na przebudowę i powierzenie zespołu w ręce Shai Gilgeous-Alexandra. Przy okazji chcieliby jak najbardziej wyczyścić swój salary cap przed latem 2021, gdzie wielu poważnych graczy pojawi się na rynku wolnych agentów. Pozostał im jeden drobiazg - monstrualny kontrakt wspominanego bohatera tego artykułu.

Wśród chętnych na usługi Paula oczywiście pojawili się New York Knicks. Z ostatnich plotek rozsiewanych przez "league sources", to możliwe jest porozumienie, a wszystko zależy od nowego prezydenta Leona Rose'a. Niestety sprawa jest dosyć skomplikowana. Z jednej strony mamy finanse. Chris Paul ma przed sobą jeszcze dwa lata aktualnego kontraktu, za które otrzyma odpowiednio 41,5 mln $ oraz 44,2 mln $ (drugi rok to opcja gracza, ale wiadomo, że z takiej kasy nikt nie zrezygnuje). I to niestety ten drugi rok jest problemem. Po ubiegłorocznym fiasku na rynku FA, z obozu Knicks od razu zaczęły dochodzić głosy o planowanym "Giannis run" latem 2021. Czyli de facto podpisanie Paula rujnuje możliwość podpisania jakiegoś All Star gracza po tym sezonie.

Ale jest też druga strona medalu. Chris Paul jest nadal bardzo wartościowym zawodnikiem, zarówno na boisku, jak i w szatni. Wiadomo, zdrowie już nie to samo, jednak nie można też powiedzieć, że jego ciało odmawia współpracy (70 meczów w ostatnim sezonie, średnio ponad 31 minut na parkiecie). Byłoby to spore wzmocnienie Knicks. Przede wszystkim potężny upgrade na pozycji rozgrywającego. Mitchell Robinson na pewno by się ucieszył, gdyby dostawał alley-oop'y właśnie od niego. Paul, ponadto, mógłby być świetnym mentorem dla młodych zawodników Knicks, po których wszyscy dookoła spodziewają się postępów - R.J. Barretta oraz Frank Ntilikiny.

Jak widać spory zgryz. No to może sobie teraz to wszystko policzymy. W tym momencie Knicks mają 10,4 mln $ gwarantowanych na sezon 2021/2022 - 4 mln $ to kontrakt Juliusa Randle, 6,4 mln to resztki kontraktu Joakima Noah (nie daje o sobie zapomnieć, co za gość). Dalej mamy cztery opcje zespołu, dla Barretta, Robinsona, Knoxa i Brazideikisa. Załóżmy, że Knicks wykorzystają trzy pierwsze (tak, kibice Knicks to ludzie wielkiej wiary i na pewno jeszcze wierzą, że Knox stanie się solidnym zawodnikiem w NBA), to daje dodatkowe 16,5 mln $. Oczywiście, można rozpatrywać kwestie przedłużeń kontraktów Franka Ntilikiny oraz Dennisa Smitha Jr, ale do tej pory nie pokazali nic, co by mogło na to wskazywać. Ostatni dodatek to kontrakty zawodników z draftu 2020. Knicks mają picki nr 8 oraz nr 27 - razem ich kontrakty będą warte ok. 5,8 mln $. Sumując to wszystko, mamy 32,6 mln $, co daje co najmniej 76,5 mln $ wolnego miejsca w salary cap (zakładając, że będzie na tym samym poziomie co w tym roku). W przypadku transferu Paula, ta kwota spada do 36,5 mln $ (wątpliwe, żeby ta wymiana się odbyła bez udziału Juliusa Randle).

Pytanie tylko, na kogo będzie można wydać zaoszczędzone środki. Latem 2021 będą dwie możliwości - albo dać dużą wypłatę weteranowi albo zawodnikowi z klasy draftu 2017, kończącemu właśnie swój "rookie contract". W pierwszym przypadku możliwości są ograniczone. Najgorętszym nazwiskiem na rynku będzie oczywiście Giannis Antetokounmpo. Tylko, że dla niego są dwie drogi - pozostanie w Bucks i pracowanie na swoją historię w tym klubie lub dołączenie do innej gwiazdy i walka o mistrzostwo (np. Heat). Nie wierzę, że jakakolwiek droga zaprowadzi go do MSG (w roli gospodarza). Spójrzmy więc na innych. Na rynku może będą James, Leonard i George, ale nawet wtedy raczej zostaną im takie same opcje jak Giannisowi. Patrzymy dalej - Hayward, Conley, Lowry, DeRozan i Holiday - to już raczej nie będą zawodnicy warci maksymalnych pieniędzy. Gobert i Oladipo - no dobra, pierwszy byłby wzmocnieniem, ale ograniczyłby minuty Robinsona, drugi jest graczem na poziomie All Star, ale jego zdrowie to spora niewiadoma.

Ok, wśród weteranów raczej nie ma super okazji. Sprawdźmy zatem klasę draftu 2017. Mamy sześciu zawodników, którzy latem 2021 mogą zasługiwać na maksymalny kontrakt. Lonzo Ball, Jayson Tatum, De'Aaron Fox, Lauri Markkanen, Donovan Mitchell i Bam Adebayo. Skrzydłowy Celtics i center Heat trafili w dobre miejsca i warunki, także wątpliwe jest, że będą chcieli z nich uciekać. Rozgrywający Kings i skrzydłowy Bulls mogą chcieć odejśc ze swoich bałaganiarskich organizacji. Tylko czy przy takim podejściu będą chcieli trafić do kolejnego toksycznego zespołu, za jaki uznawani są Knicks? Pozostają Ball i Mitchell. Pierwszy zapewne chętnie przeniósłby się na większy rynek, ale czy opuszczanie zespołu opartego na Williamsonie, to dla niego będzie najlepsze rozwiązanie. Również bardzo wątpliwe. Zostaje Donovan Mitchell. Na pewno może chcieć przenieść się na większy rynek. Na pewno pasowałby do zespołu. Punktujący combo guard obok często rozgrywającego Barretta, to mógłby być świetny backcourt na lata. Oczywiście, tutaj również musiałby chcieć zostawić poukładaną organizację Jazz, na rzecz wiadomo jakich Knicks. Załóżmy, że podejmuje taką decyzję. Tylko, że jest haczyk. Mitchell (i pozostali wyżej wymienieni gracze z draftu 2017 będą RFA). Oznacza to, że nawet jeśli Knicks będą chcieli im dać maksymalny kontrakt, to Jazz będą mogli go wyrównać (co na pewno uczynią).

I prawdopodobnie znowu Knicks zostaną z niczym na rynku wolnych agentów. Kolejny raz może się okazać, że jedyną drogą na pozyskanie All Star zawodnika będzie znalezienie okazji do wymiany. Tylko wtedy trzeba przedstawić kontrahentowi ładnie opakowaną paczkę z prezentami, którymi mogą być również tłuściutkie, spadające kontrakty zawodników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza