wtorek, 23 października 2018

New York Knicks - Boston Celtics 101:103


W trzecim meczu sezonu, Knicks stanęli naprzeciw faworytom do pierwszego miejsca na wschodzie – Boston Celtics. Pierwszy poważny test młodego zespołu i taktyki trenera Fizdale’a.
Knicks kolejny mecz rozpoczęli tym samym ustawieniem – Burke, Hardaway Jr, Ntilikina, Thomas, Kanter. Początek meczu był kiepski w wykonaniu Knicks. Irving do spółki z Horfordem i Baynesem wykorzystywali najsłabsze ogniwa obrony Knicks, czyli Burke’a i Kantera. W ataku sporo strat oraz niecelnych rzutów. Żaden zawodnik Knicks, łącznie z zawodnikami podkoszowymi, nie potrafił oddać kilku celnych rzutów. Dopiero pod koniec pierwszej kwarty obudził się Hardaway Jr. Największym dramatem, który wydarzył się w pierwszej kwarcie była brzydko wyglądająca kontuzja kostki Kevina Knoxa. Po pierwszej kwarcie Knicks przegrywali 18:31.
W drugiej kwarcie za odrabianie strat zabrali się rezerwowi Knicks. Dzięki wzmocnieniu obrony, gracze Celtics zaczęli pudłować. W ataku punkty zdobywali Trier i Dotson. Niestety, cały czas Celtics utrzymywali kilkupunktową przewagę, głównie dzięki błędom Hezonji i Robinsona w obronie.
Pod koniec drugiej kwarty swoje zaczęli grać Hardaway Jr oraz Burke. Kwartę dwoma trafionymi trójkami zakończył Dotson. Do przerwy Knicks przegrywali 48:50.
Trzecia kwarta była bardzo wyrównana. Przez większość czasu różnica punktowa między oboma zespołami nie przekraczała 3-4 punktów. Początek nie był udany z obu stron – niecelne rzuty, straty i faule. Po stronie Knicks w tym fragmencie gry dobrze grał Kanter. Ofensywa Celtics opierała się na akcjach Irvinga i Tatuma. To dzięki ich dobrej grze w końcówce Celtics uzyskali większą przewagę. Na koniec trzeciej kwarty Knicks przegrywali 70:77.
Czwarta kwarta zaczęła się od dobrych akcji Kantera i Triera. Trochę niezrozumiałe wydawało się granie niemal połowy tej kwarty duetem Robinson-Kanter. To ograniczało i możliwości w ataku i dobrą obronę zespołową. Dopiero po zejściu Robinsona Knicks zaczęli gonić Celtics. W końcu po kapitalnym fragmencie Hardawaya Jr (dwa trafione rzuty za 3 z rzędu) udało się doprowadzić do remisu. Niestety, przez złe decyzje rzutowe Knicks, Celtics znowu odskoczyli na kilka punktów. Knicks nie tracili dystansu do rywali dzięki punktom Vonleh i Kantera. W ostatniej minucie obudził się Thomas, który najpierw trafił wolne, a potem za 3. Sytuację wyjaśnił jednak Tatum, trafiając fadeaway jumper nad Hardawayem. Knicks mieli jeszcze szanse na remis – przy 3 punktach przewagi Tatum głupio sfaulował Burke’a przy rzucie za 3. Po pierwszym niecelnym rzucie wolnym szansa przepadła. Knicks ostatecznie przegrali z Celtics 101:103.

Oceny indywidualne:
Enes Kanter (17 pkt, 15 zb, 2 prz) – dobry występ w ataku. Trafiał rzuty w ważnych momentach. Pomino faktu, że jego gra defensywna ogólnie wygląda żałośnie, to trzeba mu oddać, że miał w tym meczu kilka dobrych momentów (m.in. dzięki temu dwa przechwyty).
Lance Thomas (6 pkt, 4 zb, 1 bl) – bohater ostatnich akcji (5 z 6 punktów zdobył w ostatniej minucie). Poza tym grał słabo w ataku. Może dlatego dostał mniej minut w tym meczu. Jak zwykle swoje wybiegał w obronie.
Frank Ntilikina (5 pkt, 1 as, 1 prz) – chyba pierwszy kamyczek do ogródka z pomysłem Frank na SF. Pomimo dobrej obrony Franka, Tatum i tak sobie radził i trafiał rzuty. W ataku bardzo słabo. Słaba skuteczność i tylko 1 asysta (chociaż bardzo ładna) – to jest trochę mało.
Tim Hardaway Jr (24 pkt, 3 zb, 3 as) – kolejny raz lider ataku. Skuteczność nadal szwankuje, ale taki już chyba jego urok (po pierwszym pudle, trener powinien go zdejmować, bo od razu wiadomo, że będzie forsował swoje akcje, a jego kolejne 3-4 rzuty i tak będą niecelne). Tym razem słabiej wychodziły mu wjazdy pod kosz. Ocena gry w obronie chyba najtrudniejsza w całej drużynie. Ogólnie dobrze wyglądał w defensywie, ale te zagapienia, które mu się przytrafiają, to nie wypadają tak doświadczonemu zawodnikowi.
Trey Burke (11 pkt, 9 as, 3 zb, 2 prz) – w ataku miał i bardzo dobre fragmenty gry jak i bardzo słabe. Duży plus za asysty. Trochę szkoda tego pudła z rzutu wolnego w ostatniej akcji. Niestety kolejny raz pokazał, że jest najsłabszym obrońcą na obwodzie. Ale tak jak Kanter miał kilka dobrych zagrań.
Allonzo Trier (15 pkt, 1 zb, 1 as) – bardzo dobry występ w ataku, ale ma jeszcze nad czym pracować (łatwo się podpala – ale taka już dola debiutanta). Świetna skuteczność, szczególnie z dystansu. Solidnie w obronie, nie popełnił poważnych błędów.
Noah Vonleh (7 pkt, 13 zb, 3 as) – kolejny solidny występ. Odważnie walczący na desce. Potrafił wykorzystać swoje dobre pozycje w ataku. Sporo dobrego wnosił w defensywie, przede wszystkim w pomocy w kryciu. Od razu jak się pojawiał na boisku, to rywale zaczynali mieć problemy z wjazdami pod kosz.
Damyean Dotson (10 pkt, 2 zb, 2 as, 2 prz) – a takiego Dotsona walczę. Bardzo solidny występ. W drugiej kwarcie pokazał, że zasługuje na swoje minuty z ławki. Dobra skuteczność w ataku (i co najważniejsze bez strat), zdobył kilka ważnych punktów w drugiej kwarcie. Pokazał, że może wnieść dodatkową wartość do defensywy Knicks (efektowne przecięcie podania na alley oop do Browna).
Ron Baker (2 pkt, 2 as) – w ataku całkowicie anonimowy występ. Natomiast trzeba mu oddać, że każde jego wejście na boisko poprawiało grę w defensywie. Dużo walczył na zasłonach, nie pozwalał rywalom na łatwe rzuty.
Mario Hezonja (2 pkt, 2 zb) – a kto to Panu tak spierdolił? No w tym meczu najczęściej był to Mario. W ataku prawie same złe decyzje. Kiedy miał piłkę w rękach, to wiadomo było, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Ponadto słaby w obronie, dla rywali nie był żadną przeszkodą. Wiele razy gubił krycie.
Mitchell Robinson (1 pkt, 2 zb) – dużo nauki przed nim. Ustawienie z nim i Kanterem na boisku było jednym z najgorszych w tym sezonie. Jego jedyną bronią są bloki, a gdy trafia na sprytniejszych rywali, to jest zupełnie bezbronny w obronie.
Kevin Knox (1 pkt) – szybko złapał paskudnie wyglądającą kontuzję. Oby równie szybko wrócił do zdrowia.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza