sobota, 24 listopada 2018

Boston Celtics - New York Knicks 109:117


Znowu wyjazd, tym razem do Bostonu. Celtics w tym sezonie grają poniżej oczekiwań. Powrót Haywarda nie okazał się impulsem do lepszej gry. Na ten moment jest to problem i spora zagwozdka dla Brada Stevensa. Nie zmienia to faktu, że słabi Celtics nadal są na papierze lepsi od Knicks. Nowojorczycy rozpoczęli ten mecz piątką Mudiay, Hardaway Jr, Hezonja, Vonleh, Kanter. Drugi mecz karkołomnego eksperymentu „Mario Starter”. I miejmy nadzieję, że ostatni. 
Początek był wyrównany. Walk toczyła się kosz za kosz. Po stronie Knicks dobrze w ataku prezentował się Vonleh. Nowojorczycy nieźle radzili sobie w obronie – nawet grając zespołowo, Celtics nie potrafili sobie znaleźć otwartych pozycji. Knicks uzyskali nieznaczną przewagę (byłaby wyższa, gdyby Hezonja trafiał swoje rzuty), dzięki lepszej skuteczności z dystansu, która i tak pozostawiała wiele do życzenia. W końcówce skuteczny w ataku był Burke i na koniec kwarty Knicks prowadzili 26:18.
Drugą kwartę Celtics zaczęli równie słabo w ataku. Knicks wykorzystywali sytuacje w szybkim ataku i kontrach. Aktywny był Robinson, który w krótkim czasie zdobył 6 punktów. A Celtics osiągnęli dno w ataku – pudła z dystansu, nawet w kontrach mieli problemy (nieudany alley oop Irvinga do Browna). Dzięki kolejnym trafieniom Burke’a, w połowie kwarty Knicks wyszli na prowadzenie 23 punktami. W końcówce Celtics udało się poprawić skuteczność rzutów, ale Knicks nadal punktowali. Dopiero w ostatnim fragmencie goście popełnili dwie straty w ataku i gospodarzom udało się zredukować prowadzenie. Na koniec pierwszej połowy Knicks prowadzili 65:49.
Oba zespoły niemrawo zaczęły drugą połowę. Pierwsze punkty zostały zdobyte dopiero w 3 minucie, pomimo tego, że wcześniej jedni i drudzy mieli dobre pozycje do rzutu. Knicks nie potrafili rozegrać dobrej akcji nawet po przerwie na żądanie wziętej przez Coacha Fizdale’a. Na szczęście dla nowojorczyków, Celtics ciągle rzucali z dystansu na dramatycznej skuteczności (3/19 za 3 do połowy trzeciej kwarty). Przez dłuższą część tej kwarty wynik dla Knicks ciągnął Hardaway Jr, ze wsparciem graczy podkoszowych – Vonleha i Kantera. W końcówce goście popełnili kilka błędów w ataku (dwa faule ofensywne, dwie straty), ale dzięki dobrej grze w obronie (m.in. dwa bloki Robinsona) udało się utrzymać przewagę. Po trzeciej kwarcie Knicks prowadzili 84:69.
Knicks nieźle zaczęli ostatnią kwartę w ataku – od dwóch trafionych trójek Knoxa. Potem było już gorzej. Przez kilka posiadań goście nie umieli powiększyć swoich zdobyczy punktowych. Na parkiet szybciej musieli wrócić Hardaway Jr oraz Burke. Dzięki udanym akcjom Timmy’ego, na 4 minuty przed końcem spotkania, przewaga Knicks znowu urosła do 16 punktów. W końcówce meczu Celtics w końcu zaczęli trafiać z dystansu, przez co różnica zaczęła się zmniejszać. Na minutę przed końcem, po trafionym rzucie Haywarda, gospodarze dogonili Knicks na 4 punkty. Tutaj do akcji wkroczył Trey Burke i swoimi akcjami w końcówce utrzymał gości na prowadzeniu (trafienie za 3 na 12 sekund przed końcem uciszyło halę). Knicks wygrali 117:109.

Oceny indywidualne:
Enes Kanter (10 pkt, 10 zb, 1 as) – słabszy mecz. Miał spore problemy ze sprawniejszymi rywalami. W ataku brakowało mu skuteczności. A szkoda, bo miał 6 zbiórek ofensywnych i mógł je lepiej spożytkować.
Noah Vonleh (16 pkt, 10 zb, 3 as, 3 bl) – bardzo aktywny pod koszem. Wykorzystywał przewagę fizyczną nad Tatumem i Haywardem. Bardzo dobry mecz w ataku.
Mario Hezonja (3 pkt, 2 zb, 1 prz) – Mario w pierwszej piątce. To wszystko co pozytywne można napisać o jego występie.
Tim Hardaway Jr (21 pkt, 4 zb, 4 as) – miał problemy z bardziej atletycznym i dynamicznym Brownem. Ale swoje zrobił w ataku. No poza stratami, bo to już trochę wstyd (w tym na pół minuty przed końcem).
Emmanuel Mudiay (5 pkt, 2 as, 2 zb, 1 bl) – zazwyczaj nie radził sobie z Irvingiem. Dodatkowo, tym razem nie szło mu w ataku.
Trey Burke (29 pkt, 11 as, 6 zb, 2 prz) – no to był jego dzień. Najlepszy zawodnik w ataku. Trafiał w każdy sposób – po wjazdach pod kosz, z dystansu i półdystansu. Co najważniejsze, widział kolegów (a nawet momentami coś rozgrywał). Czapki z głów, Panie Burke.
Frank Ntilikina (6 pkt, 1 as, 1 zb) – może mało punktów, ale wszystkie zdobyte w efektowny sposób. Niestety w tym aspekcie nie widać poprawy. Ale za to człowiek-instytucja w obronie. Pytanie, czy nie powinien częściej kryć rozgrywających rywali.
Kevin Knox (11 pkt, 9 zb, 1 bl) – miał problemy w obronie. Morris wykorzystywał przeciwko niemu swoje doświadczenie i siłę, a Brown i Tatum swoją szybkość. Niezły mecz w ataku (trafił dwie ważne trójki na początku czwartej kwarty) i na tablicach. Oby tak dalej.
Allonzo Trier (8 pkt, 1 zb, 3 as) – trochę bezbarwny występ. Miał bardzo dobrą końcówkę trzeciej kwarty (trafił ważne rzuty w tamtym momencie – w tym trójka na koniec). Poza tym okresem nie wyróżniał się ani w ataku, ani w obronie.
Mitchell Robinson (8 pkt, 4 zb, 6 bl) – zagrał solidne zawody. Straszył rywali w swoim polu trzech sekund. Oprócz bloków dawało to również spudłowane rzuty z półdystansu. W ataku trafił to co miał trafić. Coraz lepiej wygląda w walce na tablicach, ale nad tym elementem musi jeszcze pracować (koncentracja młody!!!).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza