wtorek, 25 grudnia 2018

Indiana Pacers - New York Knicks 110:99

Klasyk z Indianą stał pod znakiem powrotu do składu Trey Burke'a i Lance'a Thomasa. Ten drugi co prawda nie zagrał ani minuty, ale jest już do dyspozycji trenera. Knicks zaczęli piątką Mudiay - Hardaway - Knox - Vonleh - Kanter. To już nie są mecze z Indianą Reggie'ego Millera ale nadal wzbudzają mnóstwo emocji. Ostatnio w MSG dotkliwie skarcił nas Litwin Domantas Sabonis.


To był typowy mecz walki z obu stron, ale wygrała drużyna lepsza. Indiana ma przede wszystkim w składzie wysokich, którzy umieją bronić i tym wygrali wyrównaną końcówkę. Od samego początku gra toczyła się punkt za punkt. Dopiero w drugiej kwarcie gospodarze odskoczyli na 10 punktów (42:32), ale zawodnicy Knicks szybko odrobili stratę, by w połowie trzeciej kwarty wyjść nawet na jednopunktowe prowadzenie. W oczy rzucała się świetna organizacja Pacers w defensywie, skuteczne podwajanie i wymuszanie strat, co chyba jest ich znakiem firmowym. Szczególnie odczuł to Tim Hardaway, całkowicie wyłączony z gry za linią rzutów za 3, przez podwojenia Oladipo z Collisonem lub Josephem. I należy też pochwalić Mylesa Turnera z Thaddeusem Youngiem, którzy pokazali naszym podkoszowym, jak należy się ustawiać i walczyć pod koszem. Dodatkowo Turner trafił ważna trójkę w końcówce spotkania. Co do postawy Knicks to zapraszam poniżej.

Laurki indywidualne:
Emmanuel Mudiay (18 pkt, 6 as) - jego pull-up jumpery nie były tak efektywne jak w poprzednich meczach bo defensywa Pacers była klasowa. Solidny mecz ale bez błysku.
Tim Hardaway (19 pkt) - wyłączony z gry za linią rzutów za 3, swoje punkty zdobywał dopiero jak dostał piłkę bliżej kosza. Do tego klika dobrych indywidualnych akcji w obronie, które wystartowały Knicksowe kontry.
Kevin Knox (15 pkt) - swoje rzucił, zaliczył kilka efektownych akcji, ale jeszcze sporo musi się uczyć - ma na to cały sezon.
Noah Vonleh (7 pkt, 12 zb) - największy walczak w ekipie Knicks, jedyny podkoszowy, który oparł się sile Pacers w pomalowanym - zabrakło mu wsparcia
Enes Kanter (20 pkt, 15 zb, 5 strat) - James Dolan powinien dzwonić czym prędzej do prezydenta Erdogana i dogadać się z nim w sprawie ekstradycji Turka - postawa w obronie karygodna, fatalna. Na podstawie tego meczu powinno się kręcić filmy instruktażowe dla młodych adeptów koszykówki „jak NIE bronić” albo „jak gubić krycie w 1 sekundę”. Dno. I nawet dobre statystyki niech nie zamydlą Wam oczu.
Frank Ntilikina (3 pkt, 4 as) - ponowny kilkumeczowy regres formy,  brak odwagi w podejmowaniu decyzji to największy grzech, a przecież Frank dużo potrafi.
Courtney Lee (7 pkt) - dobry mecz, ale przytrafiło mu się tez parę głupich strat wynikających z braku zgrania z drużyną.
Mario Hezonja (2 pkt) - przestał głupio rzucać to zdobywa mało punktów i jest mało widoczny - pożyteczność dla drużyny zerowa.
Trey Burke (3 pkt, 4zb, 3 as) - wrócił po kilkumeczowej przerwie, ale bez rewelacji. Musi się ponownie wdrożyć i liczyć z tym, ze przy formie Mudiaya jego dawna pozycja w drużynie należy już do przeszłości i od nowa musi walczyć o swoje minuty na parkiecie.
Luke Kornet (5 pkt) - solidnie w obronie, szkoda, że nie dostał więcej minut. Musi trafiać jak w Charlotte by grać dłużej, ale na to brakuje talentu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza