poniedziałek, 3 grudnia 2018

New York Knicks - Milwaukee Bucks 136:134


Powrót do Madison Square Garden. Rywalem byli Milwaukee Bucks, z którymi Knicks już w tym roku przegrali. W ich składzie przyszły MVP – Giannis Antetokounmpo. Bucks to zespół, który w tym roku chce się włączyć do walki o prymat w konferencji wschodniej. Dobry skład mieli już w poprzednim sezonie. W tym dodali doświadczonego trenera, który wie jak prowadzić zespół z topu konferencji. Mike Budenholzer był również rozpatrywany jako kandydat na trenera Knicks i przez wielu był widziany jako lepsza opcja od Davida Fizdale. Przyszłość pokaże, kto dokonał lepszego wyboru. Pierwsza piątka Knicks bez zmian – Mudiay, Hardaway Jr, Hezonja, Vonleh, Kanter.
Mecz rozpoczął się od efektownego wsadu Vonleha. Knicks naprawdę nieźle prezentowali się w obronie. Poza Kanterem (jak zwykle), każdy zawodnik gospodarzy agresywnie i czujnie krył rywala. Pojawił się też jakiś impuls w ataku. Więcej ruchu zawodników bez piłki otwierało możliwości rozegrania akcji tak, żeby zaskoczyć rywala. No i świetna skuteczność – Vonleh i Hardaway trafili z dystansu, Kanter robił swoje pod koszem. Ten fragment meczu zamknął Hezonja przechwytem i dunkiem w kontrze (tak, tak – TYM dunkiem). Ale Bucks się rozegrali, zaczęli trafiać z dystansu i szybko odrobili straty i objęli kilkupunktowe prowadzenie. Po pierwszej kwarcie Knicks przegrywali 28:35.
Na początku drugiej kwarty, podobnie jak w końcówce pierwszej, Bucks wykorzystywali podwojenia Antetokounmpo (na pewno się nie pomyliłem). Taka dygresja – Porzingis powinien sobie dobrze obejrzeć ten fragment meczu, żeby zrozumieć, dlaczego ważną umiejętnością dla najlepszego gracza w zespole jest podawanie na solidnym poziomie. Przewaga Bucks wzrosła. Trzeba oddać, że Knicks grali bardzo dobrze w obronie – goście rzadko mieli otwarte pozycje rzutowe. Niestety, brakowało skuteczności w ataku. Dobre zmiany dali Dotson i Knox. Po powrocie na parkiet, Mudiay trafił trzy kolejne rzuty. Po trafieniu Hardawaya Jr, Knicks udało się zbliżyć do rywali na 3 punkty. Po powrocie Giannisa, Bucks znowu zaczęli grać taktyką ze strzelcami czekającymi na jego podwojenie. To poprawiło ich skuteczność, ale Knicks nie pozostawali dłużni – bardzo dobry fragment zaliczył Mudiay. Ostatecznie na koniec drugiej kwarty Bucks prowadzili 66:61.
Knicks świetnie rozpoczęli drugą połowę. Defensywa funkcjonowała bez zarzutu. W ataku regularnie potrafili przechytrzyć obronę gości. Po 3 minutach i kolejnym trafieniu Kantera, nawet wyszli na prowadzenie. Niestety od tego momentu, Knicks nie wykorzystali kilku sytuacji, a Bucks to bezlitośnie wykorzystali i po 5 minutach prowadzili 10 punktami. I ciągle trafiali. Ale gospodarze zaliczyli świetną końcówkę. Niesamowite poświęcenie w obronie i dobra skuteczność w ataku, spowodowały, że na koniec trzeciej kwarty Bucks prowadzili tylko 97:93.
Czwartą kwartę Knicks znowu rozpoczęli od twardej gry w obronie. Pomimo dużego poświęcenia, Bucks wykorzystywali każdy drobny błąd w kryciu. I byli bardzo skuteczni z dystansu. Przewaga gości wzrosła do 14 punktów. Potem dobry fragment meczu rozegrał Knox, który zdobył w tym czasie 8 punktów oraz zaliczył ważny blok w obronie. Po powrocie na parkiet, atak Knicks przejął Mudiay, który raz za razem trafiał z półdystansu i po wjazdach. Agresywna obrona gospodarzy zaczęła przynosić efekty i Bucks przestali regularnie punktować. Na półtorej minuty przed końcem, po trafieniu Vonleh, różnica zmalała do 2 punktów. Końcówka w skrócie: po faulu w kontrze Hardaway Jr trafił jeden rzut wolny, potem Antetokounmpo trafił spod kosza po przepchnięciu Vonleh, a na koniec Mudiay trafił za 3. Remis 124:124 i mieliśmy dogrywkę.
Na dogrywkę Coach Fizdale wyszedł ustawieniem z najlepszymi zawodnikami w tym meczu – Mudiay, Hardaway Jr, Dotson, Knox, Vonleh. Po słabszym początku, Mudiay’owi udało się trafić dwa razy z dystansu. Bucks odpowiedzieli trafieniami Bledsoe i Antetokounmpo. Na minutę przed końcem Dotson odpalił za 3 i zrobiło się 135:134 dla gospodarzy. W odpowiedzi Bledsoe dwukrotnie spudłował – najpierw rzut z dystansu, a potem layup po zbiórce w ataku. Mudiay trafił jeden rzut wolny. Ostatnia akcja to kwintesencja gry Knicks w obronie w tym meczu. Bledsoe przy próbie wjazdu dostał blok od Robinsona, a po piłkę na parkiet rzucił się Dotson. Szansę na wyrównanie miał jeszcze Lopez, ale spudłował pierwszy wolny, a po spudłowanym drugim, nowojorczycy nie pozwolili Giannisowi na oddanie rzutu. Knicks wygrali 136:134.

Oceny indywidualne:
Enes Kanter (8 pkt, 7 zb, 2 as) – miał niezłe fragmenty w ataku na początku pierwszej i drugiej połowy. A poza tym zakopany na ławce przez Coacha, bo jego obecność na boisku nie miała sensu. W takich meczach widać, jak bezwartościowym zawodnikiem jest w starciu z dużo lepszym zespołem.
Noah Vonleh (15 pkt, 5 zb, 1 as, 1 prz) – został oddelegowany do krycia Giannisa. I trzeba mu oddać, że uprzykrzał mu życie jak tylko mógł. Rywal miał niewiele okazji do oddania łatwych rzutów. Dodając do tego 100% skuteczności w ataku (w tym 3/3 z dystansu i piękny wsad na początku meczu), to naprawdę były dobre zawody w jego wykonaniu.
Mario Hezonja (2 pkt, 2 zb, 2 as, 1 prz) – bardzo solidnie i twardo grał w obronie. Ale jego występ zapamiętany będzie tylko i wyłącznie z powodu tej jednej akcji z Giannisem. Trochę to ironiczne, że to były jedyne punkty Mario w tym meczu.
Tim Hardaway Jr (21 pkt, 4 zb, 8 as) – gdyby Knicks przegrali, to wszystkie oczy zwrócone by były na Timmy’ego. Grał ponad 47 minut, a w tym czasie pałował rzuty na potęgę. Jego selekcja rzutów jest jakimś dramatem i trudno się dziwić, że jego skuteczność z dystansu nie powala na kolana. Dobrze, że potrafi się opamiętać i poszukać lepiej ustawionych partnerów, ale mógłby to robić częściej. W obronie bez zarzutu.
Emmanuel Mudiay (28 pkt, 7 as, 3 zb, 1 prz) – mimo słabszego początku miał 10/18 z gry i 4/5 z dystansu. Świetny występ w czwartej kwarcie i doliczonym czasie. Zdobył ponad połowę punktów Knicks w dogrywce. Umiał znaleźć partnerów na pozycjach. W obronie niestety często nie nadążał za Bledsoe.
Kevin Knox (26 pkt, 4 zb, 4 as, 1 bl, 1 prz) – „fire and desire” cytując złotoustego Clyde’a. Nie bał się rzucać. A dzisiaj jump shot mu siedział. Co ważne, w momentach, gdy te trafienia były potrzebne zespołowi. Na plus również to, że coraz więcej dostrzega kolegów (skutkiem 4 asysty). Naprawdę dobre spotkanie w obronie. Walecznie, czujnie i bez błędów.
Allonzo Trier (9 pkt, 6 zb, 5 as) – po kontuzji Burke’a przypadła mu rola rezerwowego playmakera. Starał się rozgrywać. Miał problemy ze skutecznością z gry (ale z dystansu trafił 3/3). Podobnie jak Mudiay został przegoniony przez Bledsoe.
Mitchell Robinson (6 pkt, 5 zb, 1 bl) – przejmował Giannisa, gdy schodził Vonleh. I jak na swoje doświadczenie, radził sobie co najmniej dobrze. Trochę szkoda, że miał problemy przy zmianach krycia i przy walce na tablicach. Cichy bohater dogrywki – w ostatnich akcjach Bucks, najpierw wymusił przewinienie Giannisa, a potem zablokował Bledsoe.
Damyean Dotson (21 pkt, 5 zb, 1 as, 1 prz) – 7/9 z gry i 5/5 z dystansu. Grał w kluczowych momentach meczu. Trafił piekielnie ważny rzut. Bardzo dobre spotkanie w jego wykonaniu. Żeby nie przesadzić ze słodzeniem, to kilka razy zaspał i odpuścił rywala w rogu.
Trey Burke – kontuzja kolana w pierwszej akcji. Zdrowia życzę.
Luke Kornet – ostatnia sekunda w Knicks? Przynajmniej może się pochwalić, że bronił przeciwko Giannisowi.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza