piątek, 1 lutego 2019

Jednorożca pamięci żałobny rapsod

Mówią, żeby nie pisać nic w emocjach (ewentualnie nie tracić kontroli nad swoim kontem na Twitterze). Gówno prawda, trzeba pisać w emocjach, trzeba to z siebie wyrzucić, bo to co się właśnie wydarzyło to coś, na co niestety czekaliśmy. Knicksostrophy.

Kristaps Porzingis został wysłany do Dallas Mavericks.
Na początek garść faktów. W ramach dwustronnej wymiany, Knicks wysyłają do Mavericks Kristapsa Porzingisa, Tima Hardawaya Jr, Courtneya Lee i Treya Burke'a, a w zamian otrzymują Dennisa Smitha Jr, Wesleya Matthewsa, DeAndre Jordana oraz prawdopodobnie przyszły pick pierwszej rundy draftu.

A miało być tak pięknie. Miała być świetlana przyszłość, w którą kibice Knicks ruszą na swym Jednorożcu, być może najbardziej ekscytującym zawodniku od czasu Patricka Ewinga. Nie ma, koniec podróży, wracamy do punktu wyjścia. Tylko co jest punktem wyjścia? Od niemal trzech lat Porzingis był przyszłością Knicks, od półtora roku był franchise playerem. Uwaga, jego giermkiem miał być Tim Hardaway Jr, sowicie przepłacony przez obecny management. Nie punkt wyjścia jest ten sam co zwykle w Knicks. Jest nim początek drogi na skróty. Patrząc na wymienione kontrakty, jasno widać, że Knicks chcieli zrobić jak najwięcej miejsca pod salary cap przed offseason 2019. Spada  gwarantowane 18 mln USD dla Hardawaya Jr oraz niecałe 13 mln USD dla Lee. Dodatkowo spada około 17 mln USD cap holdu dla Porzingisa. W zamian kończące się po sezonie kontrakty Matthewsa i Jordana. Dzięki tamu Knicks będą mieli miejsce na dwa maksymalne kontrakty latem 2019. I po co było to całe gadanie o przyszłości, o rozwoju młodych graczy, o budowaniu kultury organizacji? Wszystko zostało poświęcone w imię podpisania dwóch doświadczonych zawodników, którzy zrobią z Knicks contendera już w przyszłym sezonie. Kurwa, kultura organizacji.

Obecny sezon już ostatecznie idzie na straty, w sensie takim, że już nikt nie musi się zastanawiać czy Porzingis wróci do gry w aktualnych rozgrywkach. Zostaje tylko ekscytująca walka o najgorszy bilans w lidze i gwarantowany wybór w top 5 draftu 2019. Gwarantowanymi umowami na przyszły sezon są tylko debiutanckie kontrakty Smitha Jr, Ntilikiny, Dotsona, Knoxa i Robinsona oraz kontrakt Triera. Podejrzewam, że teraz już inni gracze Knicks są dostępni do wymiany.

Co dalej? Management Knicks postawił wszystko na jedną kartę, maksymalnie dwie. Pierwsza z nich to offseason 2019, który może być pełny ciekawych nazwisk na rynku FA. Te, które najczęściej były łączone z MSG to Kevin Durant oraz Kemba Walker. Druga karta, to póki co teoria spiskowa. Władze Knicks miały być agresywne w związku z zaistniałą sytuacją z Anthony'm Davisem (zażądał wymiany do innego klubu). Wiadomo też, że Danny Ainge z Boston Celtics zrobi wszystko, żeby pozyskać najlepszego podkoszowego w NBA. Ale ma w tym momencie jedną blokadę. To kontrakt Kyrie Irvinga. Knicks mogą chcieć wykorzystać to, żeby pozyskać jednego z tych dwóch graczy (plus drugi maksymalny kontrakt latem 2019). Naciągane? Może. Prawdopodobne? Cholera, przed chwilą oddaliśmy Porzingisa, tutaj wszystko jest możliwe.

Ostatnim smaczkiem tej sytuacji jest Dennis Smith Jr. W poprzednim sezonie w NBA niemal toczono wojnę o to, czy Knicks dobrze zrobili wybierając Ntilikinę zamiast niego. I co? Teraz obaj zawodnicy spotkają się w szatni. A obok nich Mudiay, który rozgrywa sezon życia. Trzech point guardów, z których każdy potrzebuje minut. To musi się skończyć wymianą jednego z nich jeszcze przed trade deadline. Stawiamy, że odejdzie Mudiay, ale po tym co doświadczyliśmy, to nikt już nic nie wie.

No i widzicie. Stara Knicksowa prawda mówi:

ALWAYS BE READY FOR KNICKSOSTROPHY.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza