niedziela, 10 lutego 2019

Z kronikarskiego obowiązku

Nie ma co ukrywać, że poranne sprawdzanie wyników NBA nie jest ulubioną czynnością kibica Knicks w tym sezonie. 

Lista hańby w opisywanym okresie obejmuje mecze:

New York Knicks - Houston Rockets 110:114
Brooklyn Nets - New York Knicks 109:99
New York Knicks - Miami Heat 97:106
Charlotte Hornets - New York Knicks 101:92
New York Knicks - Dallas Mavericks 90:114


Także krótko i zwięźle, bo naprawdę tu nie ma nic ciekawego do napisania.

Jedynie mecz z Houston Rockets dał kibicom jakieś emocje. Chociaż może lepiej napisać mecz z Jamesem Hardenem. Bo to on był najważniejszą postacią w tym spotkaniu. Co tu dużo nie mówić, wyrównał rekord Kobe Bryanta w liczbie punktów rzuconych Knicksom w MSG. Na szczęście dla widowiska, Harden miał słabe wsparcie w zespole. Dzięki temu, niemal przez całą pierwszą połowę prowadzili Knicks, głównie dzięki dobrej grze Allonzo Triera i Tima Hardawaya Jr. Niestety po słabej trzeciej kwarcie gospodarzy, Rockets wyszli na prowadzenie i utrzymali je prawie przez cały czas do końca meczu. Prawie? Tak, bo dzięki dobrej grze Triera (oraz absurdalnym błędom Riversa i Tuckera), Knicks udało się dogonić Rockets, a nawet przez chwilę wyjść na prowadzenie. Ale zwycięstwo dla gości uratowali Gordon i Harden.

Kolejnym meczem były derby Nowego Jorku. W pierwszej kwarcie przewagę uzyskali Knicks, głównie dzięki bardzo dobrej grze Noah Vonleh. Na przełomie pierwszej i drugiej kwarty dobre zawody grał również Trey Burke. Im dalej, tym bardziej do głosu dochodzili Nets (co nie powinno dziwić, w końcu walczą o Play Off). Do przerwy był już remis. Niestety jak to w ostatnim czasie bywa najczęściej, kluczowa okazała się trzecia kwarta. Tam uzyskanej przewagi, Nets nie oddali już do końca meczu. Ciekawostką jest to, że najmocniej Knicks karcili rezerwowi Nets - Shabazz Napier, Ed Davis i Theo Pinson.

Następnie do Madison Square Garden zawitało Miami Heat. Ostatni mecz Dwayne'a Wade'a w MSG. Przez większą część pierwszej połowy prowadzili Knicks. Za zdobywanie punktów w tym fragmencie meczu odpowiadali głównie Tim Hardaway Jr i Trey Burke. Ale pomyślmy, kiedy to się mogło rozwalić? Oczywiście w trzeciej kwarcie. O godne pożegnanie przyszłego Hall of Famera zadbał przede wszystkim Wayne Ellington, który był kluczowym zawodnikiem w drugiej połowie. Najpierw miał duży udział w wyprowadzeniu Heat na prowadzenie w trzeciej kwarcie. Potem, gdy w ostatniej części gry Knicks udało się wyrównać stan meczu, to właśnie jego rzuty zapewniły zwycięstwo drużynie gości (10 pkt w ostatnich dwóch minutach meczu).

W kolejnym spotkaniu Knicks wybrali się do Charlotte, na mecz z Hornets. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando gospodarzy. Największy udział mieli rezerwowi - Tony Parker i Willy Hernangomez. Ale po stronie Knicks dobrze grali Kevin Knox i Tim Hardaway Jr i głównie dzięki nim (chociaż warto wspomnieć też o Mario Hezonji) do przerwy Hornets prowadzili tylko jednym punktem. A w trzeciej kwarcie szok, bo Knicks nie dość, że nie przegrywali, a nawet uzyskali przewagę (najwięcej 8 punktów). Nadal dobrze grał Kevin Knox. Ostatecznie jednak Knicks zostali rozstrzelani w ostatniej kwarcie przez backcourt Hornets (Kemba Walker, Jeremy Lamb, Malik Monk).

Ostatnim meczem tej serii było spotkanie z Dallas Mavericks (ostatnie, które poprzedzało wymianę przeprowadzoną z Dallas Mavericks). Generalnie spotkanie bez historii. Jeszcze w pierwszej połowie Knicks grali na wyrównanym poziomie z rywalami. Niestety w drugiej części meczu była już totalna dominacja Luki Doncicia, Harrisona Barnesa i spółki. Co gorsze, to nie było ostatnie zwycięstwo Mavericks z Knicks w ostatnim czasie. Dzień później została potwierdzona wymiana, w ramach której drużyna z Dallas pozyskała Kristapsa Porzingisa. Ale to już oddzielny temat.

Najlepszy zawodnik: wybieranie najlepszego zawodnika po takiej serii jest absurdalne. Ale niech będzie. Każdy coś spieprzył. Uruchamiamy maszynę losującą. Jednookim wśród ślepców był Kevin Knox. Teraz dostanie puchar za zajęcie pierwszego miejsca. Tak na zachętę.

Enes Kanter Watch: dostał ban na grę (dopiero z Dallas zagrał niecałe 10 minut). Oczywiście zaczął wylewać żale na lewo i prawo. No cóż, teraz to na pewno nie dokończy sezonu w barwach Knicks.

Mario Hezonja Watch: A nawet grał. W ostatnich trzech meczach średnio niecałe 30 minut. Pozostawimy ten sukces bez uszczypliwego komentarza.

James Dolan Watch: podobno po meczu z Dallas podśpiewywał sobie "In the air tonight" Phila Collinsa.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza