czwartek, 13 lutego 2020

Trade Deadline Week And One

Najwięcej emocji w tym tygodniu miało dać Trade Deadline. I tak też było - Knicks w ramach wymiany oddało Marcusa Morrisa do Clippers w zamian za ich pierwszorundowy pick w nadchodzącym drafcie (oraz Moe Harklessa, ale on był tylko balastem transferowym). Ale Knicks nie byliby sobą, gdyby czegoś nie odwalili. We wtorek, dwa dni przed Trade Deadline, James Dolan zwolnił Steve'a Millsa. Od razu ruszyła karuzela nazwisk potencjalnych następców, z Masai Ujiri na czele. Ale koniec końców we czwartek właściciel Knicks podjął decyzję o nawiązaniu współpracy z Leonem Rose'm. I znowu mecze Knicks zeszły na drugi plan. A w tym czasie nowojorczycy mieli następujących rywali:

Cleveland Cavaliers - New York Knicks 134:139
New York Knicks - Orlando Magic 105:103
Detroit Piston - New York Knicks 92:95
Atlanta Hawks - New York Knicks 140:135

W kolejnym tygodniu, przed All Star Game, Knicks rozegrali jedno spotkanie:

New York Knicks - Washington Wizards 96:114


Na początek dostaliśmy dosyć ciekawe spotkanie w Cleveland. Ciekawe, biorąc pod uwagę, że oba zespoły już o nic nie walczą w tym sezonie. Cavaliers prowadzili przez większą część meczu. Dodatkowo Knicks nie mieli sposobu na powstrzymanie duetu Kevin Love - Collin Sexton. Po stronie nowojorczyków dobre zawody grał duet rozgrywających Elfrid Payton (triple-double w tym meczu) oraz Dennis Smith Jr (15 pkt na dobrej skuteczności, 6 asyst oraz 4 przechwyty). Jeszcze na pięć minut przed końcem Cavs prowadzili 10 punktami, ale od tego momentu grę przejął Marcus Morris. To jego rzuty doprowadziły do dogrywki i ostatecznego zwycięstwa w niej.

W kolejnym meczu do MSG zawitali gracze Orlando Magic. Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla Knicks. Bohaterem pierwszej kwarty był Elfrid Payton (ewidentnie zmotywowany), który na otwarcie zaliczył 4 przechwyty. To głównie dzięki dobrej grze w obronie i kontratakach Knicks udało się wyjść na prowadzenie. W drugiej kwarcie Magic zaczęli gonić, ale skuteczni w ataku byli przede wszystkim Barrett oraz Gibson i Knicks do przerwy nadal prowadzili. Niestety w trzeciej kwarcie obudził się Aaron Gordon i przy wsparciu Nikoli Vucevicia i Terrence'a Rossa wyprowadził Magic na prowadzenie. Dopiero świetna czwarta kwarta przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść Knicks (Wayne Ellington, baby). Warto też podkreślić udaną akcję w obronie na sam koniec - pułapkę na Evana Fourniera.

W weekend Knicks rozegrali dwa spotkania wyjazdowe. Pierwszy był sobotni mecz w Detroit. Ciekawostka - Knicks drugi raz w tym tygodniu mieli okazję zagrać przeciwko Johnowi Hensonowi. W poniedziałek grał w barwach Cavaliers, a już po wymianie Andre Drummonda, zagrał w barwach Pistons. Przez niemal cały mecz prowadzili gospodarze, w dużej mierze dzięki dobrej postawie Reggie'go Jacksona oraz Christiana Wooda. Jednak z biegiem kolejnych minut uwidaczniała się przewaga Knicks na deskach. Kolejny dobry mecz z ławki grał Wayne Ellington. W kluczowych momentach Knicks kilka razy udało się złapać piłkę na atakowanej tablicy i zdobyć punkty z ponowienia (Payton oraz Randle). To ostatecznie dało zwycięstwo.

Ostatnim rywalem w tym tygodniu byli Atlanta Hawks. Nowojorczycy przystępowali do tego meczu z nadzieją na podtrzymanie passy zwycięstw. I mieli na to szanse. Objęli wysokie prowadzenie w drugiej kwarcie. Niestety zostało ono zredukowane, a w trzeciej kwarcie, dzięki fenomenalnemu Trae Young'owi, to gospodarze wyszli na prowadzenie. Skuteczny pościg w czwartej kwarcie nadzorował Julius Randle (znowu ze wsparciem Ellingtona) i tak dostaliśmy dogrywkę. W pierwszej wydawało się, że Knicks wygrają, ale w końcówce popis znowu dał Young. I to również on zamknął to spotkanie na korzyść Hawks w drugiej dogrywce.

Gracz tygodnia: Elfrid Payton. Gdyby patrzeć tylko na statystyki, to wygrywałby naczelny "nabijacz linijek" Julius Randle. Ale trzeba docenić wkład Paytona - triple-double z Cavs, siedem przechwytów z Magic, solidna obrona oraz generalnie rozgoszczenie się na pozycji pierwszego rozgrywającego Knicks. Kreuje grę, znajduje swoich partnerów. Ma swoje ograniczenia (rzuty z dystansu, meh), ale dobrze prowadzi grę zespołu, który jeszcze jest ułomny w ataku.

Wydarzenie tygodnia: Odmiana przez przypadki. Kto, co jest? Steve Mills. Kogo, czego nie ma? Steve'a Millsa. James Dolan zwolnił jednego ze swoich pupilków. No cóż, żegnaj Misiu, nie będziemy tęsknić.

W tygodniu przed All Star Game, do Nowego Jorku zawitali Washington Wizards. Jak przystało na dwa słabe zespoły ze wschodniej konferencji, rozegrały one słabe lecz wyrównane spotkanie. Przez trzy kwarty różnica najczęściej nie przekraczała 5 punktów. Po stronie gospodarzy najlepiej wyglądali Elfrid Payton, R.J. Barrett i Julius Randle, natomiast po stronie gości nie do zatrzymania był Bradley Beal (ze wsparciem Davisa Bertansa). O wszystkim zadecydowała ostatnia kwarta. A zaczęła się absurdalnie, od dziwnych decyzji sędziowskich, mnóstwa chaosu i wyrzucenia z parkietu Bobby'ego Portisa i Moritza Wagnera (do dzisiaj się zastanawiają za co). Knicks już do końca spotkania nie mogli znaleźć rytmu w ataku. Bradley Beal włączył piąty bieg i w krótkim czasie Wizards odskoczyli na bezpieczny dystans i zamknęli mecz. W przekroju całego meczu, głównymi czynnikami, które zdecydowały o porażce były - fatalna skuteczność rzutów za 3 (13%, auć) oraz duża liczba strat (20, auć). Po takim spotkaniu to nie ma co nawet się zastanawiać nad graczem tygodnia.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza