niedziela, 21 października 2018

New York Knicks - Atlanta Hawks 126:107

Początek sezonu w Madison Square Garden. Na dzień dobry rywalem Knicks byli Atlanta Hawks (dziękujemy Panom od terminarza). Gospodarze na ten mecz wyszli piątką Burke, Hardaway Jr, Ntilikina, Thomas i Kanter. Dużym zaskoczeniem była obecność Franka kosztem Knoxa, ale w ostatecznym rozrachunku była to chyba słuszna decyzja trenera Fizdale’a.
Początek meczu był tragedią, jeżeli chodzi o grę w ataku. Knicks spudłowali dziewięć pierwszych rzutów (po drodze tylko 2 pkt Hardawaya Jr z wolnych). Nie siedziało zupełnie nic, Kanter spudłował nawet wsad przy dobitce. W końcu trener Fizdale wziął czas. Od razu po przerwie Ntilikina trafił za 3 i Knicks rozpoczęli odrabianie strat. Do końca kwarty udało się zniwelować straty do 1 pkt, głównie dzięki rzutom Burke’a i Hardawaya.
Druga kwarta to był mokry sen każdego fana Knicks. Niemal każde posiadanie kończyło się punktami. Królem tej części gry był Hardaway, który w tej kwarcie zdobył 16 pkt. Dzięki skutecznej grze w ataku i w obronie, Knicks schodzili na przerwę prowadząc 23 punktami.
Po trafieniach Thomasa i Burke’a na początku trzeciej kwarty przewaga wzrosła do 28 pkt. Niestety, potem Knicks zaczęli podejmować złe decyzje w ataku, co kończyło się pudłami oraz stratami (przewaga stopniała do 13 pkt). Na szczęście, dzięki wzmocnieniu obrony i błędom Hawks w ataku, udało się dokończyć kwartę z przewagą 22 pkt. Ozdobą tej części gry był wsad Triera w ostatnich sekundach.
Czwarta kwarta bez większej historii. Knicks starali się utrzymywać bezpieczną przewagę, natomiast Hawks wpuścili na parkiet swoich rezerwowych. Atak Knicks w tej kwarcie przejął niestety Hezonja, który rzucał niemal z każdej pozycji (z różnym skutkiem). Tylko dzięki solidnej grze w obronie udało się utrzymać wysoką przewagę do samego końca. Ostatecznie Knicks wygrali różnicą 19 pkt i udanie rozpoczęli sezon.

Oceny indywidualne:
Enes Kanter (16 pkt; 11 zb; 1 bl) – w ataku oraz na tablicach jak zwykle solidnie. Niestety jego obecność pogarszała defensywę. Jeszcze w akcjach 1 na 1 starał się i nieźle mu to wychodziło, to przy zmianach i pomocy w kryciu był słaby (ale trzeba nadmienić, że wyglądało to lepiej niż w poprzednim sezonie).
Lance Thomas (3 pkt; 1 bl) – w ataku nie zaistniał. Natomiast w obronie pracował za dwóch. Trener Fizdale wykorzystywał go również do pomocy przy kryciu na obwodzie.
Frank Ntilikina (5 pkt; 5 zb; 3 prz) – najlepszy obrońca Knicks. Jedyny, który nie miał problemów z ustawieniem przy zmianach krycia. Dobrze czytał zagrywki rywala. W ataku podejmował śmiałe decyzje, ale jeszcze brakuje wykończenia.
Tim Hardaway Jr (31 pkt; 6 zb; 5 as) – zgodnie z oczekiwaniami, był najważniejszym graczem Knicks w ataku. Selekcja rzutów niestety nie była zadowalająca, szczególnie przy rzutach za 3. W obronie średnio radził sobie z rywalami, głównie przy wjazdach pod kosz oraz rzutach za 3 z rogu boiska.
Trey Burke (15 pkt; 4 as; 3 zb) – przez większość meczu razem z Hardawayem Jr przewodzili w ataku Knicks. Tylko akurat Burke na dobrej skuteczności. Miał dobre momenty w obronie, ale przez większość meczu był niemiłosiernie mijany przez Younga i Lina.
Kevin Knox (10 pkt; 1 bl; 2 prz) – School of Hard Knox. Forsował swoje akcje w ataku. Niestety większość była nieskuteczna (25% z gry, 20% za 3). Jest materiałem na bardzo dobrego obrońcę, ale często zostawiał rywalom zbyt dużo miejsca, w szczególności na obwodzie.
Allonzo Trier (15 pkt; 4 zb; 2 bl) – świetny debiut. A mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie kilka błędów w ataku. Ale chłopak ma w sobie to coś. Najczęściej dryblujący zawodnik Knicks. Nieźle w obronie, ale zmiany krycia to element, który koniecznie musi poprawić.
Ron Baker (2 pkt; 4 as; 4 zb) – koniec wakacji i wrócił stary Ron Baker. Zdecydowanie lepszy w obronie od Burke’a, nie dawał się łatwo mijać rozgrywającym rywali. W ataku zagubiony i popełniający dużo błędów. Skoro jednak wywalczył sobie kredyt zaufania u trenera, to i my powinniśmy mu ją dać.
Noah Vonleh (12 pkt; 10 zb; 3 as) – pozytywne zaskoczenie. Bardzo aktywny na deskach. Dobrze wykańczał akcje pod koszem. W przeciwieństwie do Kantera potrafił pomóc kolegom w obronie.
Mario Hezonja (15 pkt; 3 zb; 3 prz) – niby solidnie w ataku, ale jego grę ciężko się oglądało (szczególnie w czwartej kwarcie). Jego złe decyzje rzutowe generowały kontry dla Hawks. Niby solidnie w obronie, ale zbyt często dawał się mijać rywalom.
Mitchell Robinson (2 pkt) – wszedł, zdobył punkty i zszedł z kontuzją. To nie był debiut marzeń dla niego.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza