niedziela, 4 listopada 2018

New York Knicks - Indiana Pacers 101:107


W Halloween do Nowego Jorku zawitali Indiana Pacers. Mimo, że oba zespoły marzą o nawiązaniu do sukcesów z lat świetności, to ich mecze zawsze mają większy ciężar gatunkowy. Dodatkowo w składzie Pacers mieliśmy dwóch znajomych jeszcze z zeszłego sezonu – Kyle O’Quinna i Douga McDermotta. Knicks kolejny raz rozpoczęli spotkanie składem Ntilikina, Hardaway Jr, Dotson, Vonleh, Robinson.
Początek meczu był wyrównany. O ile Knicks nieźle bronili zespołowo, to nie potrafili znaleźć recepty na Oladipo (no trochę miażdżył Hardawaya JR). Ale Knicks utrzymywali wynik w okolicach remisu dzięki skutecznym rzutom z dystansu. A mogli nawet wysoko prowadzić gdyby nie głupie straty w ataku (łącznie 6 w pierwszej kwarcie). Kluczowym momentem tej części gry było wejście na parkiet Domantasa Sabonisa. W kolejnych akcjach znajdował sposób na przechytrzenie obrony Knicks i zdobycie punktów spod kosza (ruchy po tatusiu). To dzięki niemu na koniec pierwszej kwarty Pacers prowadzili 28:25.
Druga kwarta początkowo była wyrównana. Oba zespoły solidnie grały w obronie. Po stronie Knicks wyróżniał się Trier. Po zmianach, wynik w ataku utrzymywał Hardaway Jr. Knicks udało się zneutralizować Oladipo (Sabonis sam się zneutralizował faulami). W końcówce Robinson postraszył Pacers swoimi blokami. Przez słabszą skuteczność w końcówce, Knicks schodzili na przerwę prowadząc tylko 52:50. Warto zaznaczyć, że zdecydowana większość punktów Pacers, została zdobyta spod kosza.
W trzeciej kwarcie obie drużyny kontynuowały mecz walki. Szczelne zasieki w obronach powodowały, że każde punkty musiały być wydarte rywalowi. Po stronie Knicks atak prowadził znowu Hardaway Jr, utrzymując dobrą skuteczność, szczególnie w rzutach z dystansu. Po stronie Pacers znowu rozszalał się Oladipo, szczególnie wykorzystując switche, po których jego krycie przejmował Kanter. W końcówce na parkiet wrócił Sabonis i znowu raz po raz znajdował sposób na zdobycie punktów. Punktami odpowiadali Trier i Dotson. Na koniec trzeciej kwarty Knicks prowadzili 81:77.
Czwartą kwartę lepiej zaczęli Pacers i po punktach Oladipo, Sabonisa i Evansa wyszli na prowadzenie. W kolejnych posiadaniach wynik dla Knicks trzymał prawie niezawodny (skuteczność dobra, ale sporo strat w ataku) tego wieczoru Hardaway Jr. W końcową fazę meczu obie drużyny weszły dużą liczbą nieskutecznych posiadań w ataku – straty, rzuty z nieprzygotowanych lub wymuszonych pozycji. Do pewnego momentu taka gra była wygodniejsza dla Knicks. Niestety, ostatnie dwie minuty meczu to był popis Oladipo, który w bezpośrednich pojedynkach z Hardawayem Jr pokazał, kto był najlepszym zawodnikiem meczu. Pacers wygrali ten mecz 107:101. Trochę szkoda zmarnowanej szansy. Ale w tym sezonie są ważniejsze cele.

Oceny indywidualne:
Mitchell Robinson (0 pkt, 4 zb, 2 bl) – dobra gra Pacers pod koszem i Robinson był całkowicie bezradny w ataku. W obronie miał świetny moment w końcówce drugiej kwarty. Ku… zastawiaj tablicę!!!
Noah Vonleh (14 pkt, 10 zb, 3 bl, 4 as, 2 prz) – kolejny bardzo dobry występ. Jako jedyny z graczy podkoszowych podjął walkę z Pacers. Rysą na tym występie są głupie straty w ataku (łącznie 5).
Damyean Dotson (13 pkt, 3 zb, 1 prz) – trafiał w ważnych momentach. Wykonał nieocenioną robotę w obronie. Może gdyby więcej czasu bronił Oladipo, to wynik byłby inny.
Tim Hardaway Jr (37 pkt, 1 zb, 1 as) – to mógł być świetny występ. Świetna skuteczność z gry (53%), fantastyczna skuteczność z dystansu (64%). A potem dwie istotne straty w końcówce. Ehh Timmy, nie ułatwiasz sprawy. W obronie solidnie dał mu się we znaki Victor Oladipo.
Frank Ntilikina (4 pkt, 7 as, 1 zb, 1 prz) – słabiutka skuteczność w ataku. Ale z drugiej strony w końcu miał okazję się pokazać jako playmaker. Solidna obrona Pacers, którą trzeba przechytrzyć. I akurat z tej roli Frank wywiązał się nieźle. Jego podania przy wjazdach pod kosz są bardzo dobre. Gdyby tylko koledzy potrafili je wykorzystać.
Enes Kanter (7 pkt, 6 zb, 2 as) – zmiażdżony, zniszczony, zdemolowany, zdeptany. Tak wyglądał pojedynek Kantera z Sabonisem. Litwin pokazał wszystkie problemy jakie ma Kanter w obronie.
Allonzo Trier (14 pkt, 3 zb, 1 as, 1 bl) – jedyne wsparcie z ławki. Trafiał ważne rzuty. Wszystko na świetnej skuteczności. W obronie poprawnie, chociaż widać, że w tym elemencie musi się poprawić.
Trey Burke (6 pkt, 2 as) – kolejny raz dostał limitowane minuty (akurat w tak wyrównanym meczu to nie dziwi). Nic wielkiego nie zdziałał. Ale też nic nie zepsuł w obronie.
Lance Thomas (3 pkt, 2 prz) – słabiutko w ataku. Starał się nadrabiać w obronie, ale Pacers byli zbyt mocni pod koszem. Typowy Lance.
Mario Hezonja (3 pkt, 7 zb) – a mógłby być mało irytującym spot-up shooterem. Nie, on musi się pchać pod kosz. Raz na jakiś czas wyjdzie z tego ciekawa i skuteczna akcja. Ale poza tym to tylko pudła i straty. Nie tędy droga Mario. Zegar tyka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza