wtorek, 29 stycznia 2019

Tankowanie na pełen etat

Mamy końcówkę stycznia, a organizacja Knicks już nawet nie udaje, że w tym sezonie chodzi jej o coś innego niż o perfidne tankowanie. Knickerbockers wrócili z wyprawy na Zachód i rozpoczęli długą serię meczów w Madison Square Garden poprzerywaną kilkoma wyjazdami. 
Zbliża się trade deadline i nasza drużyna będzie często łączona z różnymi opcjami wymian. Będziemy się starali śledzić temat na bieżąco. Na razie do ekipy Knicks dołączył Kadeem Allen z Westchester Knicks (two-way contract) jako zabezpieczenie obwodu w obliczu wielu kontuzji - Mudiay, Ntilikina. Więcej o nim poniżej.
PS. Cały czas walczymy, żeby być z meczami na bieżąco ale prawdopodobnie do przerwy na All Star Game będziemy mieli kilkudniowe opóźnienie za co najmocniej przepraszamy.

New York Knicks - Indiana Pacers 106:121
New York Knicks - Philadephia 76ers 105:108
Washington Wizards - New York Knicks 101:100 (Londyn)
New York Knicks - Oklahoma City Thunder 109:127

Z Pacers Knicksi grali już trzeci raz w tym sezonie i w żadnym z tych spotkań nie mieli nawet podejścia do odwiecznego rywala. Przewaga talentu i organizacji gry powoduje, że ekipa z Indiany ma zawsze mecz pod kontrolą, a w razie problemów oddaje piłkę do swoich gwiazd. Obie drużyny zaczęły mecz bez swoich podstawowych centrów - Myles Turner nie zagrał z powodu urazu a Enes Kanter z powodu zatrucia nadmierną ilością zjedzonych hamburgerów :D Pacers dowodzeni przez Victora Oladipo szybko zbudowali kilku-punktową przewagę - wyróżniał się Domantas Sabonis z którym po raz kolejny gracze NYK mieli mnóstwo problemów. W wyniku zrywu w drugiej kwarcie Knicks wyszli na prowadzenie po trójkach Hardawaya i Dotsona, ale dwa rzuty Oladipo dały z powrotem przewagę gościom. Trzecia kwarta to popis Sabonisa, który zdobył w tej części 12 ze swoich 22 pkt. i przewaga Indiany sięgnęła 14 pkt. Gra Knicks ponownie była totalnie niezorganizowana w ataku, dominowału cały czas indywidualne akcje, forsowanie trójek przez ręce (Hardaway), chaos organizacyjny. Na plus Damyen Dotson (15 pkt, 6 zb, 4 as) który zaliczył kolejny solidny mecz na dobrej skuteczności i paroma godnymi pochwały akcjami w obronie (w sensie, że nie daje się mijać w pierwszym kroku jak większość naszych obrońców).

Mecz z Philadephią wymusił na trenerze Fizdale'u kolejne roszady w składzie - z powodu urazu nie zagrał Tim Hardaway. Nasz coach w jego miejsce wstawił Dotsona. Z kolei Luke Kornet zaczął mecz na ławce, a w jego miejsce pojawił się Lance Thomas. 76ers w pełnym składzie rozpoczęli od demontażu naszej defensywy i szybkiego prowadzenia 19-6. Absolutnym dominatorem był Ben Simmons, który operował między liniami obrony, znajdując tam mnóstwo luk i albo uruchamiał podaniami swoich kolegów albo przebijał się pod kosz i spokojnie punktował. Do tego pobił rekord kariery w zebranych piłkach - miał 22 zbiórki przez cały mecz. Przewaga Philly spokojnie rosła, osiągając ponad 20 pkt w końcówce drugiej kwarty. I chyba ten spokój gości zgubił, bo Knicks trzecią kwartę wygrali 32:17 raz za razem trafiając trójki i wkurzając Embiida który złapał flargant foul na Kornecie. Niestety Knicksowe zrywy trwają zwykle jedną kwartę i tak też było tym razem. W Philadelphii kluczowym graczem okazał się JJ Redick który w ostatniej kwarcie zdobył 13 punktów imponując spokojem i skutecznością. Knicks mimo to zbliżyli się na 3 punkty głównie dzięki rekordowej nocy w wykonaniu Kevina Knoxa (31 pkt) i jego step-back trójce w ostatniej minucie gry. Rzut na dogrywkę spudłował niestety Mudiay. Warte odnotowania są 23 punkty z ławki Korneta.

Kolejna na rozkładzie była eskapada do Londynu na mecz z Wizards. Z drużyną nie poleciał węszący spisek tureckich asasynów Enes Kanter. I dobrze bo dzięki temu swoje minuty dostał wracający po kontuzji Mitchell Robinson. Oglądając media społecznościowe przed tym meczem rysował się obraz wycieczki licealistów chcących sobie zrobić fotki w każdym słynnym miejscu stolicy Wielkiej Brytanii, z kultową fotką na Abbey Road nawiązującej do okładki płyty Beatlesów na czele. Nie wiem jak przed meczem czas spędzali gracze Wizards, ale wyglądali jeszcze gorzej od naszych gwiazdorów i ku zdziwieniu zebranej gawiedzi Knicks wygrali pierwszą kwartę 30:20 - brylował w niej Luke Kornet trafiając 4 rzuty za 3 na 100% skuteczności. Podopieczni Fizdale'a kontynuowali dobrą postawę (dobre minuty z ławki Dotsona i Triera) i utrzymali prowadzenie do przerwy, po czym powiększyli je do maksymalnych 16 punktów - w czym najbardziej wykazał się Mudiay. Washington pozbawiony swojego all-stara Johna Walla, miał problem z utrzymaniem tempa gry - fatalnie ceglił Bradley Beal (10/29 z gry). I jak to często bywa - jak jest za dobrze to musi się spieprzyć. Knicks stanęli w 4 kwarcie kompletnie. Całą przewagę zniwelował Beal z Otto Porterem Jr. trafiając trzy trójki bez odpowiedzi w niecałą minutę. W ogóle Porter był nie do powstrzymania. Mimo zrywu Wizards po rzucie hakiem Vonleha Knicks prowadzili 100:99, po czym nastąpił rzut Thomasa Bryanta zablokowany przez Triera. Sędziowe debatowali ładnych parę minut i orzekli, ze obrońca NYK zbił piłkę w locie opadającym, co dało Wizards jednopunktowe prowadzenie. Wydaje się, że mieli rację, ale przegrywać w takich okolicznościach nie jest fajnie. Decydujący rzut na 0,4 sekundy przed końcem ponownie oddał Mudiay. Oczywiście nie trafił. Jestem ciekaw statystyki (jak ktoś znajdzie niech podsyła) czemu wszystkie clutch shots oddaje Mudiay skoro dotychczas trafił tylko jeden?

Na następny mecz z Oklahomą Knicksi wrócili do swojej hali. Do zespołu dołączył też słynny turecki męczennik Enes VII Hamburger. Nic do zespołu nie wniósł, nawet dotychczasowych kilkunastu zbiórek. Dodatkowo robi jakieś kwasy w szatni czując, że jego czas w Wielkim Jabłku zbliża się do końca. A goście z Oklahomy jak to ostatnio bywa z drużynami przyjezdnymi przyjechali jak po swoje. Dowodzeni przez Paula George'a szybko zbudowali kilkunasto-punktową przewagę. I tak naprawdę pierwsza kwarta ustawiła cały mecz. Thunder to zbyt dobra drużyna, żeby ekipie klasy Knicks pozwolić sobie zabrać łatwe zwycięstwo. Oni walczą o wysokie cele, a nasi o jak najwyższy numer w drafcie. Te rozbieżne cele sprawiły, że jedni i drudzy trochę sobie pobiegali, porzucali, przećwiczyli zagrywki ale bez angażowania się po obu stronach parkietu. Warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy - jak w tym sezonie Russell Westrbrook usunął się w cień oddając pozycję lidera ataku George'owi. I to jak po cichu rośnie w Oklahomie super-strzelec Terrance Ferguson - mam wrażenie, że usłyszymy o nim jeszcze podczas tegorocznych play-offów. W Knicks nawet ciężko kogoś wyróżnić - kolejny nijaki mecz.

Najlepszy zawodnik: tak jak pisaliśmy po dobrej postawie Mario Hezonji zostało tylko wspomnienie. Tak naprawdę znowu nie ma kogo wybrać, ale że kogoś trzeba to stawiamy na Emmanuela Mudiaya, który grał najrówniej we wszystkich czterech meczach (średnio 19,7 pkt) i często brał ciężar gry na siebie nie unikając odpowiedzialności za posiadanie piłki co czyni większość jego kolegów z drużyny. Innym kandydatem był Luke Kornet ale obok dwóch meczów znakomitych miał dwa spotkania fatalne.

Kadeem Allen watch: do drużyny Knicks został wezwany Kadeem Allen, rzucający obrońca drużyny G-League Westchester Knicks. Podpisanie Allena na two-way contract to reakcja na plagę kontuzji w drużynie i będzie on wzywany na mecze w razie potrzeby. Allen to nie jest dla Knicks postać anonimowa, bo reprezentował już barwy drużyny chociażby podczas Summer League. Od początku sezonu zasadniczego występuje w pierwszej piątce Westchester (bilans 19-15 i 5 miejsce na Wschodzie). Statystyki z tego sezonu (średnio na mecz):
32 mecze
31,1 minuty
14,7 pkt
5,3 zb
6,3 as
1,6 prz
0,5 bl
45,2 % z gry
37,3% za 3
78,3% wolne
Po suchych statystykach Allen jawi się jako gracz wszechstronny. Swoje minuty na pewno dostanie bo ostatnie wieści donoszą o kontuzjach Mudiaya, Ntilikiny. Swoje mecze odpoczynku dostawał też Tim Hardaway, a nadal z niewiadomych przyczyn mało gra w tym sezonie Courtney Lee.

James Dolan watch: Właściciel Knicks wypuścił na swoim kanale na Youtubie kolejne dwa nowe kawałki "Great Divide" i "Jessica". Nas zainteresował szczególnie ten pierwszy o wielce inspirującym tytule. Jesteśmy ciekawi czy tytułowe "Wielkie Podzielenie" oznacza wojnę na najwyższych szczeblach władzy w Knicks i jest efektem burzliwych debat pomiędzy Dolanem a wielką trójcą zarządzającą Knicks od strony sportowej (Mills - Perry - Fizdale)? Boimy się, że Dolan będzie "interweniował" w czasie nadchodzącego trade deadline i rozwali jedną decyzją skrupulatnie budowany młody trzon drużyny oddając np. Porzingisa, Ntilikinę, Knoxa i wybór w 1 rundzie draftu 2019 za Anthony'ego Davisa.
A może sprawa jest bardziej przyziemna i jest to nawiązanie do polskiego przeboju sprzed lat (autorstwa Janusza "Yaniny" Iwańskiego) o tym samym tytule, który opowiadał o traceniu dziewictwa http://www.youtube.com/watch?v=a66Q-0RiKwY To by miało sens w zestawieniu z tajemniczą "Jessicą" o której Dolan śpiewa w drugim opublikowanym utworze. W najbliższym czasie przyjrzymy się sprawie i przeprowadzimy jak zwykle profesjonalną analizę tekstu!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza